Pustka.
Czasem jest tak, że robisz coś, poświęcasz się temu, ale nagle jakby tracisz do tego serce. Próbujesz, zaczynasz raz i drugi od nowa, ale nic z tego nie wychodzi. Odpuszczasz.
Niby wszystko jest w porządku, dalej zajmujesz się swoimi sprawami, jeszcze częściej cudzymi sprawami, w końcu tak wygląda życie. Ale ciebie jakby coraz mniej.
Gdzie jesteś?
Gdzieś tam, gdzie został kawałek marzeń, hobby, przyjemności.
Świerzbią ręce, chociaż wiesz, że nic nie jest takie jak kiedyś. Co dalej?
Chcesz wrócić do tego, co daje satysfakcję...
Dlatego jestem tu znowu.
By wypełnić tą pustkę. We mnie..
Przez tych parę lat zmieniło się w moim życiu parę rzeczy, właściwie zmieniło się wszystko.
To już nie będzie blog o ciastach i ciasteczkach. Choć o jedzeniu też będzie się pojawiało, bo bez niego się nie da ;)
Będzie o życiu, moim życiu, a być może znajdziesz w nim kawałek siebie?
Mam teraz dwójkę dzieci, Starszą trzyletnią i Młodszego roczniaka. Codzienność przepełniona miłością, ale i bezsilnością i złością.. tak wiele skrajności. Znasz to? na pewno...
Będzie mi miło jeśli zajrzysz tu do mnie i podzielisz się też swoimi doświadczeniami.
Będą wycinki codzienności, przepisy dla rodziny i recenzje książek dla dzieci.
Zostajesz ze mną?
czwartek, 12 października 2017
niedziela, 10 listopada 2013
Ciasto na świąteczne pierniczki
Kochani,
bardzo długo mnie tu nie było. Przymierzam się do powrotu, obiecuję, że po nowym roku znowu zaczną się pojawiać przepisy...
Tymczasem przypominam, że to najwyższa pora na przygotowanie ciasta na pierniki, jeśli chcecie (a na pewno chcecie!) zdążyć z nimi na Boże Narodzenie! :) Wiem, że aura jeszcze nie sprzyja myśleniu o świętach, ale ciasto musi leżakować w lodówce, za pieczenie bierzemy się dopiero po 3 tygodniach.
Udanych wypieków! :)
bardzo długo mnie tu nie było. Przymierzam się do powrotu, obiecuję, że po nowym roku znowu zaczną się pojawiać przepisy...
Tymczasem przypominam, że to najwyższa pora na przygotowanie ciasta na pierniki, jeśli chcecie (a na pewno chcecie!) zdążyć z nimi na Boże Narodzenie! :) Wiem, że aura jeszcze nie sprzyja myśleniu o świętach, ale ciasto musi leżakować w lodówce, za pieczenie bierzemy się dopiero po 3 tygodniach.
Udanych wypieków! :)
sobota, 16 lutego 2013
Muffiny kokosowe delikatne jak najlepszy biszkopt
Szukam mieszkania do wynajęcia. Odliczam dni, robię listy zakupów, obmyślam ideał, który śni mi się po nocach. Mam dosyć mieszkania z kimś, samego ich istnienia, mówienia co rano 'dzień dobry'. Wiem, że mój dzień dopiero wtedy będzie mógł być dobry, kiedy zacznę go kawą wypitą we WŁASNEJ kuchni. I chcę być jedyną osobą, która będzie decydować o tym, czym w tej kuchni będzie pachnieć. Tymczasem coś do kawy...
A pachnieć będzie kokosem. Babeczki na bazie najlepszego na świecie przepisu (klik), mięciutkie i delikatne jak ciasto biszkoptowe. Długo trzymają świeżość, jednak nie wiem, czy długo wytrzymają.. ;)
A pachnieć będzie kokosem. Babeczki na bazie najlepszego na świecie przepisu (klik), mięciutkie i delikatne jak ciasto biszkoptowe. Długo trzymają świeżość, jednak nie wiem, czy długo wytrzymają.. ;)
Muffiny kokosowe z bananem (12 sztuk)
Składniki:
- 100 g masła w temperaturze pokojowej
- 2/3 szklanki cukru
- 100 ml mleka kokosowego
- 50 ml mleka
- 1 duże jajko (lub 2 małe)
- 1/4 łyżeczki soli
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 i 3/4 szklanki mąki
- 1 duży banan
- 2 czubate łyżki wiórków kokosowych
- wiórki kokosowe i płatki migdałowe do posypania
Masło utrzeć z cukrem, dodać jajko, mleko kokosowe i mleko, zmiksować. Dodać suche składniki (mąkę, proszek do pieczenia, sól) i wiórki kokosowe, wymieszać. Banana przekroić na 12 plasterków.
Papilotki napełnić ciastem do połowy wysokości, do każdej włożyć plasterek banana, przykryć pozostałym ciastem. Posypać wierzch wiórkami i płatkami migdałów.
Piec ok. 20 minut w temperaturze 180 stopni.
Smacznego!
czwartek, 14 lutego 2013
Skoleboller - norweskie bułeczki
Myślałam o Tobie. O tym, że kiedy byłeś dzieckiem, prawdopodobnie nikt nie dbał o to, żebyś mógł na drugie śniadanie zjeść świeżą drożdżówkę, o domowych kanapkach nie wspominając. Nawet nie wiem na pewno, czy codziennie czekał na Ciebie ciepły obiad..
Zawsze było mi żal koleżanek, z którymi się dzieliłam kanapkami zrobionymi przez mamę. Ciebie też było mi żal...
I co? I powiedziałeś, że gdybym robiła je z myślą o Tobie, to nigdy nie wybrałabym drożdżowego ciasta, którego nie cierpisz.
Jak mało ludzie wiedzą o sobie po dziesięciu latach...
Zapraszam Was na wyjątkowe, przepyszne, pachnące kardamonem norweskie bułeczki szkolne. Przepis stąd, zmniejszyłam tylko ilość kardamonu w cieście (a i tak był mocno wyczuwalny). Budyń, chyba najlepszy jaki jadłam.. od razu mówię, zróbcie go więcej! Nawet wiórki kokosowe, których nie lubię, do tych bułeczek pasują jak ulał. Gorąco polecam!
Składniki na ciasto:
- 325 ml pełnego mleka
- 50 g masła, roztopionego
- 500 g mąki pszennej
- 75 g drobnego cukru
- 1,5 łyżeczki mielonego kardamonu (ja dałam 1)
- 1/2 łyżeczki soli
- 7 g drożdży suchych
- 1 jajko, roztrzepane
Mleko lekko podgrzać w garnku. Do letniego mleka dodać masło, cukier i jajko, wymieszać.
Mąkę wymieszać z drożdżami, dodać sól i kardamon. Wlać mleko. Wyrobić miękkie i elastyczne ciasto (jeśli będzie potrzeba, można dodać max. 3 łyżki mąki). Z ciasta uformować kulę, włożyć do miski oprószonej mąką, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce, aż podwoi objętość (ok. 1,5 godziny). W tym czasie przygotować budyń.
Składniki na budyń:
- 4 żółtka
- 40 g mąki ziemniaczanej
- 500 ml pełnego mleka
- 75 g drobnego cukru
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
400 ml mleka zagotować z połową cukru. Żółtka utrzeć w misce z pozostałym cukrem na jasną, puszystą masę. Dodać mąkę i pozostałe 100 ml mleka, zmiksować. Dodać do zagotowanego mleko, ciągle mieszając, chwilę gotować, aż krem zgęstnieje. Po minucie zdjąć z ognia, dodać ekstrakt waniliowy, wymieszać. Przykryć szczelnie folią spożywczą (ma dotykać kremu). Ostudzić, wstawić do lodówki.
Gdy ciasto wyrośnie, należy je podzielić na 16 równych części. Uformować bułeczki, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując odstępy między nimi. Przykryć ściereczką, zostawić w ciepłym miejscu do podwojenia objętości. Następnie dnem szklanki w każdej bułeczce zrobić wgłębienie, przyciskając szklankę mocno, aby w tym miejscu została tylko cienka warstwa ciasta. Zagłębienia wypełnić budyniem - przed nakładaniem nie należy go mieszać, bo może pojawić się problem z konsystencją.
Bułeczki piec ok. 15 minut w temperaturze 190 stopni.
Składniki na lukier:
- 1,5 szklanki cukru pudru
- 2 łyżki gorącej wody
- wiórki kokosowe
Cukier puder rozetrzeć z wodą, polukrować bułeczki i posypać wiórkami.
Zawsze było mi żal koleżanek, z którymi się dzieliłam kanapkami zrobionymi przez mamę. Ciebie też było mi żal...
I co? I powiedziałeś, że gdybym robiła je z myślą o Tobie, to nigdy nie wybrałabym drożdżowego ciasta, którego nie cierpisz.
Jak mało ludzie wiedzą o sobie po dziesięciu latach...
Zapraszam Was na wyjątkowe, przepyszne, pachnące kardamonem norweskie bułeczki szkolne. Przepis stąd, zmniejszyłam tylko ilość kardamonu w cieście (a i tak był mocno wyczuwalny). Budyń, chyba najlepszy jaki jadłam.. od razu mówię, zróbcie go więcej! Nawet wiórki kokosowe, których nie lubię, do tych bułeczek pasują jak ulał. Gorąco polecam!
Skoleboller - norweskie bułeczki budyniowo-kokosowe (16 sztuk)
Składniki na ciasto:
- 325 ml pełnego mleka
- 50 g masła, roztopionego
- 500 g mąki pszennej
- 75 g drobnego cukru
- 1,5 łyżeczki mielonego kardamonu (ja dałam 1)
- 1/2 łyżeczki soli
- 7 g drożdży suchych
- 1 jajko, roztrzepane
Mleko lekko podgrzać w garnku. Do letniego mleka dodać masło, cukier i jajko, wymieszać.
Mąkę wymieszać z drożdżami, dodać sól i kardamon. Wlać mleko. Wyrobić miękkie i elastyczne ciasto (jeśli będzie potrzeba, można dodać max. 3 łyżki mąki). Z ciasta uformować kulę, włożyć do miski oprószonej mąką, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce, aż podwoi objętość (ok. 1,5 godziny). W tym czasie przygotować budyń.
Składniki na budyń:
- 4 żółtka
- 40 g mąki ziemniaczanej
- 500 ml pełnego mleka
- 75 g drobnego cukru
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
400 ml mleka zagotować z połową cukru. Żółtka utrzeć w misce z pozostałym cukrem na jasną, puszystą masę. Dodać mąkę i pozostałe 100 ml mleka, zmiksować. Dodać do zagotowanego mleko, ciągle mieszając, chwilę gotować, aż krem zgęstnieje. Po minucie zdjąć z ognia, dodać ekstrakt waniliowy, wymieszać. Przykryć szczelnie folią spożywczą (ma dotykać kremu). Ostudzić, wstawić do lodówki.
Gdy ciasto wyrośnie, należy je podzielić na 16 równych części. Uformować bułeczki, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując odstępy między nimi. Przykryć ściereczką, zostawić w ciepłym miejscu do podwojenia objętości. Następnie dnem szklanki w każdej bułeczce zrobić wgłębienie, przyciskając szklankę mocno, aby w tym miejscu została tylko cienka warstwa ciasta. Zagłębienia wypełnić budyniem - przed nakładaniem nie należy go mieszać, bo może pojawić się problem z konsystencją.
Bułeczki piec ok. 15 minut w temperaturze 190 stopni.
Składniki na lukier:
- 1,5 szklanki cukru pudru
- 2 łyżki gorącej wody
- wiórki kokosowe
Cukier puder rozetrzeć z wodą, polukrować bułeczki i posypać wiórkami.
Smacznego!
wtorek, 12 lutego 2013
Mini muffiny owsiane
Kiedy pieczenie i blogowanie wciągnęło mnie na dobre, wpadłam w szał kupowania. Foremek, pierdółek, akcesoriów.. Bo ładne, bo tanie, rzadko kiedy bo praktyczne ;) dzięki temu jestem posiadaczką m.in. sporej ilości mini (lub nawet bardzo mini) papilotek, których nie wykorzystuję absolutnie do niczego.
I właśnie z powodu tego nadmiaru szczęścia w postaci papierowych foremek zrobiłam mini muffiny. Na jeden gryz albo dwa. Piekłam je chyba na cztery razy. O ile łatwiej byłoby zrobić normalne babeczki... Ale nie. Przecież w końcu po coś to kupiłam, prawda? Z przepisu wyszło 35 muffinek o średnicy 3 cm i 25 jeszcze mniejszych, 2-centymetrowych.
Mini muffiny z płatkami owsianymi i mnóstwem dodatków
Składniki:
- 1,5 szklanki mąki
- 0,5 szklanki płatków owsianych
- 2 łyżki cukru
- 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
- 3/4 łyżeczki soli
- 1 szklanka mleka
- 1/2 szklanki oleju
- 1 jajko
- 2 łyżki miodu
- 1 banan, rozgnieciony
- pół tabliczki czekolady
- po 4 łyżki otrębów pszennych i żytnich
- 2 łyżki żurawiny
- 2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
- 2 łyżki posiekanych orzechów włoskich
Mąkę, płatki owsiane, cukier, proszek do pieczenia i sól wymieszać razem. W osobnym naczyniu wymieszać mokre składniki: mleko, olej, jajko i miód. Przelać mokre składniki do suchych, dodać banana, czekoladę, otręby, orzechy i owoce. Całość wymieszać. Przekładać do papilotek i piec ok. 15 minut w temperaturze 200 stopni.
Smacznego!
poniedziałek, 11 lutego 2013
Beziki kawowe
Jakiś czas temu Anna Maria z Kucharni zapraszała na kawowe całuski. Teraz zapraszam na nie ja. I polecam, bo są naprawdę pyszne i łatwe w przygotowaniu. Także jeśli tylko macie za dużo białek... ;)
Składniki (na dwie blachy)
- 3 białka
- 160 g drobnego cukru
- 1 płaska łyżeczka kawy
Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec stopniowo dodając cukier. Ubita piana ma być bardzo sztywna, gładka i lśniąca. Dodać kawę, delikatnie wymieszać. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Masę przełożyć do szprycy i wyciskać beziki lub nakładać łyżeczką niewielkie porcje piany (ok. 1cm średnicy). Piec przez 50 minut w temperaturze 140 stopni, następnie wyłączyć piekarnik i pozostawić bezy w środku aż do wystudzenia.*
*ja piekłam dwie blachy bezików na raz; w połowie czasu zamieniłam je miejscami, a po wyłączeniu piekarnika zamieniam je znowu. Dzięki temu górna blacha nie przypaliła się, a beziki 'doszły' równomiernie ;)
Beziki kawowe
Składniki (na dwie blachy)
- 3 białka
- 160 g drobnego cukru
- 1 płaska łyżeczka kawy
Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec stopniowo dodając cukier. Ubita piana ma być bardzo sztywna, gładka i lśniąca. Dodać kawę, delikatnie wymieszać. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Masę przełożyć do szprycy i wyciskać beziki lub nakładać łyżeczką niewielkie porcje piany (ok. 1cm średnicy). Piec przez 50 minut w temperaturze 140 stopni, następnie wyłączyć piekarnik i pozostawić bezy w środku aż do wystudzenia.*
*ja piekłam dwie blachy bezików na raz; w połowie czasu zamieniłam je miejscami, a po wyłączeniu piekarnika zamieniam je znowu. Dzięki temu górna blacha nie przypaliła się, a beziki 'doszły' równomiernie ;)
Smacznego!
P.S. A na Walentynki polecam Wam mus czekoladowy! :)
środa, 16 stycznia 2013
Krem kawowy z mąki. Do muffinów lub tortów
Moje ukochane (nie tylko przeze mnie zresztą ;)) muffiny cappuccino robię przy każdej możliwej okazji. Równie często robię je też bez okazji :) Kiedy robiłam je na Nowy Rok, postanowiłam nadać im jakiś szczególny wygląd. Nie chciałam robić im konkurencji w postaci nowego smaku w kremie, postawiłam więc na krem o smaku cappuccino :) tym bardziej, że dawno już miałam wypróbować przepis Cukrowej Wróżki na krem z mąki, nieco go wzbogacając. Krem świetnie trzyma nadany mu kształt, a jednocześnie ma wyjątkowo delikatną konsystencję, jak na krem na bazie masła. Spróbujcie sami!
- 200 g miękkiego masła
- 1 szklanka mleka
- 1 szklanka cukru pudru
- 2 łyżki kawy rozpuszczone w 2 łyżkach gorącej wody
Mąkę wymieszać z mlekiem w garnku o grubym dnie. Stale mieszając, podgrzać na małym ogniu do konsystencji śmietany. Odstawić do całkowitego wystudzenia, masa powinna jeszcze zgęstnieć.
Masło utrzeć z cukrem pudrem na puszystą masę. Stopniowo dodawać wystudzoną masę z mleka i mąki, cały czas ucierając. Utrzeć całość na gładką, jednolitą masę, dodać kawę i wymieszać. Tak powstałym kremem dekorować babeczki lub co tylko chcecie :)
Krem kawowy z mąki
Składniki:
- 4 łyżki mąki- 200 g miękkiego masła
- 1 szklanka mleka
- 1 szklanka cukru pudru
- 2 łyżki kawy rozpuszczone w 2 łyżkach gorącej wody
Mąkę wymieszać z mlekiem w garnku o grubym dnie. Stale mieszając, podgrzać na małym ogniu do konsystencji śmietany. Odstawić do całkowitego wystudzenia, masa powinna jeszcze zgęstnieć.
Masło utrzeć z cukrem pudrem na puszystą masę. Stopniowo dodawać wystudzoną masę z mleka i mąki, cały czas ucierając. Utrzeć całość na gładką, jednolitą masę, dodać kawę i wymieszać. Tak powstałym kremem dekorować babeczki lub co tylko chcecie :)
Smacznego!
piątek, 4 stycznia 2013
Tarta miodowa z owocami
Ciasto to powstało jeszcze w lecie i czekało cierpliwie na swoją kolej. Czekało tak długo, że zapomniałam przepisu... Inaczej. Nie pamiętam, z jakiego przepisu na kruche ciasto korzystałam.
Czasem mam problemy z pamięcią. W mojej pracy dużo rozmawiam z ludźmi, opowiadają mi o sobie, pamiętam imiona czy wiek ich dzieci. Staram się pamiętać, co robiliśmy miesiąc, pół roku, rok temu, jak też to, o czym rozmawialiśmy poprzednim razem. Nawet nie wiem do końca, czy oni tego ode mnie oczekują.. Ale na pewno jest im miło, a mi lepiej się wtedy pracuje. Nigdy się nad tym zresztą jakoś szczególnie nie skupiałam, przychodzi to dość naturalnie. Może dlatego mało miejsca zostaje już na moje, prywatne rzeczy.
Z Mężem znam się już prawie 10 lat. Kiedyś rozpamiętywałam każdy szczegół, data pierwszego spotkania, pierwszego pocałunku, każdy spacer, wszystko. Teraz On mówi mi o czymś, o czym powinnam wiedzieć, bo już o tym opowiadał.. a ja kompletnie nie wiem, o czym mowa. Irytacja... Nie wspomnę już o wydarzeniach sprzed lat.
Dwa lata temu zaczęłam prowadzić kalendarz, bez niego nie pamiętałabym pewnie dat większości urodzin.
Czasem siedzę rano przy kawie, robię coś przy komputerze i naiwnie zaglądam do kubka, szukając kawy, którą zapomniałam, że już wypiłam.
Wydaje mi się czasami, że ciągle coś mi umyka. Ważnego i nie. Choć właściwie nigdy nie wiemy, co w naszym życiu okaże się ważne. Dlatego w Nowym Roku postanawiam spróbować bardziej się skupić na tu i teraz, bo przecież właśnie to daje s z c z ę ś c i e, prawda?
Kiedy idę coś upiec, szukam pomysłu, inspiracji, a potem spisuję to wszystko na kartkę. Potem chowam kartkę w kieszeń albo zostawiam w kuchni. Jeśli chowam w kieszeń, to teoretycznie potem odkładam w jedno miejsce. Teoretycznie. A jeśli zostawiam w kuchni, to swoje porządki robi tam babcia. I potem już nic nie mogę znaleźć.. ;)
Wykorzystajcie w tarcie swój ulubiony przepis na kruche ciasto. Ja takiego jeszcze nie mam, więc nie będę podawać byle którego, skoro nie pamiętam, z jakiego piekłam :)
Przepis na miodową masę do tarty pochodzi z książki Pieczone specjały z Biblioteki smakosza. Masa jest naprawdę wyjątkowa, spróbujcie! Możecie zalać nią dowolne owoce, ja polecam połączenie śliwek, jabłek i gruszek.
Składniki:
- 250 g gotowego, kruchego ciasta
- 350 g miodu
- 125 g bułki tartej
- 125 ml śmietany kremówki
- skórka starta z jednej cytryny lub pomarańczy
- 2 łyżki soku z cytryny lub pomarańczy
Dodatkowo:
- dwie garści śliwek, jabłko, gruszka
- 2 łyżki cukru
- łyżka miodu
Ciasto rozwałkować i wyłożyć nim formę do tarty, nakłuć dno widelcem i wstawić na 30 minut do lodówki.
Jeśli ciasta okaże się za dużo, z reszty wykroić paski lub ozdobne kształty do dekoracji wierzchu ciasta.
Owoce umyć, śliwki przekroić na pół i pozbawić pestek. Jabłko i gruszkę obrać, pozbawić gniazd nasiennych i pokroić w nieduże kawałki. Owoce wymieszać z łyżką miodu i cukrem, odstawić.
Miód wymieszać z bułką tartą, śmietaną, startą skórką i sokiem z cytryny lub pomarańczy.
Na schłodzone ciasto wyłożyć owoce, wylać masę, ewentualnie przykryć pozostałym ciastem. Piec w temperaturze 190 stopni przez ok. 30 minut, aż masa się zetnie. Wystudzić w formie.
Przed podaniem można dodatkowo posypać wierzch ciasta cukrem wymieszanym z cynamonem.
A tak prezentuje się w formie tarteletek na zdjęciach (jak oczywiście widać ;)) nie-mojego autorstwa.
Za zdjęcia dziękuję Piotrowi :)
Czasem mam problemy z pamięcią. W mojej pracy dużo rozmawiam z ludźmi, opowiadają mi o sobie, pamiętam imiona czy wiek ich dzieci. Staram się pamiętać, co robiliśmy miesiąc, pół roku, rok temu, jak też to, o czym rozmawialiśmy poprzednim razem. Nawet nie wiem do końca, czy oni tego ode mnie oczekują.. Ale na pewno jest im miło, a mi lepiej się wtedy pracuje. Nigdy się nad tym zresztą jakoś szczególnie nie skupiałam, przychodzi to dość naturalnie. Może dlatego mało miejsca zostaje już na moje, prywatne rzeczy.
Z Mężem znam się już prawie 10 lat. Kiedyś rozpamiętywałam każdy szczegół, data pierwszego spotkania, pierwszego pocałunku, każdy spacer, wszystko. Teraz On mówi mi o czymś, o czym powinnam wiedzieć, bo już o tym opowiadał.. a ja kompletnie nie wiem, o czym mowa. Irytacja... Nie wspomnę już o wydarzeniach sprzed lat.
Dwa lata temu zaczęłam prowadzić kalendarz, bez niego nie pamiętałabym pewnie dat większości urodzin.
Czasem siedzę rano przy kawie, robię coś przy komputerze i naiwnie zaglądam do kubka, szukając kawy, którą zapomniałam, że już wypiłam.
Wydaje mi się czasami, że ciągle coś mi umyka. Ważnego i nie. Choć właściwie nigdy nie wiemy, co w naszym życiu okaże się ważne. Dlatego w Nowym Roku postanawiam spróbować bardziej się skupić na tu i teraz, bo przecież właśnie to daje s z c z ę ś c i e, prawda?
Kiedy idę coś upiec, szukam pomysłu, inspiracji, a potem spisuję to wszystko na kartkę. Potem chowam kartkę w kieszeń albo zostawiam w kuchni. Jeśli chowam w kieszeń, to teoretycznie potem odkładam w jedno miejsce. Teoretycznie. A jeśli zostawiam w kuchni, to swoje porządki robi tam babcia. I potem już nic nie mogę znaleźć.. ;)
Wykorzystajcie w tarcie swój ulubiony przepis na kruche ciasto. Ja takiego jeszcze nie mam, więc nie będę podawać byle którego, skoro nie pamiętam, z jakiego piekłam :)
Przepis na miodową masę do tarty pochodzi z książki Pieczone specjały z Biblioteki smakosza. Masa jest naprawdę wyjątkowa, spróbujcie! Możecie zalać nią dowolne owoce, ja polecam połączenie śliwek, jabłek i gruszek.
Tarta miodowa
Składniki:
- 250 g gotowego, kruchego ciasta
- 350 g miodu
- 125 g bułki tartej
- 125 ml śmietany kremówki
- skórka starta z jednej cytryny lub pomarańczy
- 2 łyżki soku z cytryny lub pomarańczy
Dodatkowo:
- dwie garści śliwek, jabłko, gruszka
- 2 łyżki cukru
- łyżka miodu
Ciasto rozwałkować i wyłożyć nim formę do tarty, nakłuć dno widelcem i wstawić na 30 minut do lodówki.
Jeśli ciasta okaże się za dużo, z reszty wykroić paski lub ozdobne kształty do dekoracji wierzchu ciasta.
Owoce umyć, śliwki przekroić na pół i pozbawić pestek. Jabłko i gruszkę obrać, pozbawić gniazd nasiennych i pokroić w nieduże kawałki. Owoce wymieszać z łyżką miodu i cukrem, odstawić.
Miód wymieszać z bułką tartą, śmietaną, startą skórką i sokiem z cytryny lub pomarańczy.
Na schłodzone ciasto wyłożyć owoce, wylać masę, ewentualnie przykryć pozostałym ciastem. Piec w temperaturze 190 stopni przez ok. 30 minut, aż masa się zetnie. Wystudzić w formie.
Przed podaniem można dodatkowo posypać wierzch ciasta cukrem wymieszanym z cynamonem.
A tak prezentuje się w formie tarteletek na zdjęciach (jak oczywiście widać ;)) nie-mojego autorstwa.
Za zdjęcia dziękuję Piotrowi :)
Smacznego!
środa, 26 grudnia 2012
Szarlotka sypana
Gdzieś kiedyś już widziałam ten przepis, pewnie nawet w kilku miejscach. Z jakiegoś powodu ten tutaj chwycił mnie za serce i postanowiłam go w końcu wypróbować.
Szarlotka jest banalnie prosta w przygotowaniu, a w smaku po prostu przepyszna... Mięciutka i wilgotna w środku, z chrupiącą skorupką z wierzchu. Wygląda właściwie bardziej jak przekładany tort niż jak zwykłe ciasto :) zdecydowanie bardzo polecam. Ja zrobiłam od razu z podwójnej porcji, w dużej tortownicy i takie też ilości podaję, na pewno się nie zmarnuje :)
Składniki:
- 2 szklanki mąki
- 2 szklanki kaszy manny
- 2 szklanki cukru
- 2 torebki cukru waniliowego*
- 4 łyżki cynamonu (tutaj nie podwajałam ilości i moim zdaniem jest go akurat, ale jeśli ktoś bardzo lubi cynamon, może go dodać więcej)
- 4 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 kg jabłek, obranych i startych na tarce o grubych oczkach
- 1,5 kostki masła z zamrażalnika + masło do wysmarowania formy
*można nie dodawać, jeśli macie w domu domowej roboty cukier waniliowy, wtedy użyjcie go zamiast zwykłego cukru
Mąkę, kaszę, cukier, cukier waniliowy, proszek do pieczenia i połowę cynamonu dokładnie wymieszać. Drugą połowę cynamonu dodać do jabłek, wymieszać. Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, boki wysmarować masłem.
Wysypać dwie szklanki mieszanki suchych składników, na to wyłożyć połowę jabłek. Następnie wyłożyć kolejne dwie szklanki suchej mieszanki i resztę jabłek, posypać równomiernie pozostałą suchą mieszanką. Na wierzch zetrzeć masło na grubych oczkach tarki, rozłożyć równo na całej powierzchni ciasta. Piec przez ok. godzinę (u mnie godzina i 10 minut) w temperaturze 180 stopni.
Po wystudzeniu można dodatkowo posypać ciasto kilkoma łyżkami cukru wymieszanymi z odrobiną cynamonu.
Jedna uwaga: rozpuszczone masło i sok z jabłek wypływają z formy. Trzeba uważać, żeby po wyjęciu z piekarnika nie postawić ciasta np. na świeżym obrusie ;)
Szarlotka jest banalnie prosta w przygotowaniu, a w smaku po prostu przepyszna... Mięciutka i wilgotna w środku, z chrupiącą skorupką z wierzchu. Wygląda właściwie bardziej jak przekładany tort niż jak zwykłe ciasto :) zdecydowanie bardzo polecam. Ja zrobiłam od razu z podwójnej porcji, w dużej tortownicy i takie też ilości podaję, na pewno się nie zmarnuje :)
Szarlotka sypana
Składniki:
- 2 szklanki mąki
- 2 szklanki kaszy manny
- 2 szklanki cukru
- 2 torebki cukru waniliowego*
- 4 łyżki cynamonu (tutaj nie podwajałam ilości i moim zdaniem jest go akurat, ale jeśli ktoś bardzo lubi cynamon, może go dodać więcej)
- 4 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 kg jabłek, obranych i startych na tarce o grubych oczkach
- 1,5 kostki masła z zamrażalnika + masło do wysmarowania formy
*można nie dodawać, jeśli macie w domu domowej roboty cukier waniliowy, wtedy użyjcie go zamiast zwykłego cukru
Mąkę, kaszę, cukier, cukier waniliowy, proszek do pieczenia i połowę cynamonu dokładnie wymieszać. Drugą połowę cynamonu dodać do jabłek, wymieszać. Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, boki wysmarować masłem.
Wysypać dwie szklanki mieszanki suchych składników, na to wyłożyć połowę jabłek. Następnie wyłożyć kolejne dwie szklanki suchej mieszanki i resztę jabłek, posypać równomiernie pozostałą suchą mieszanką. Na wierzch zetrzeć masło na grubych oczkach tarki, rozłożyć równo na całej powierzchni ciasta. Piec przez ok. godzinę (u mnie godzina i 10 minut) w temperaturze 180 stopni.
Po wystudzeniu można dodatkowo posypać ciasto kilkoma łyżkami cukru wymieszanymi z odrobiną cynamonu.
Smacznego!
Jedna uwaga: rozpuszczone masło i sok z jabłek wypływają z formy. Trzeba uważać, żeby po wyjęciu z piekarnika nie postawić ciasta np. na świeżym obrusie ;)
wtorek, 25 grudnia 2012
Piernik marchewkowy
Pozostając w świątecznym klimacie zapraszam Was na piernik. Nietypowy, bo marchewkowy... Przepis podpatrzony u Dusi, trochę zmodyfikowany. (Ananas w wypiekach jakoś mnie nie przekonuje.) Ciasto jest aromatyczne, wilgotne i długo trzyma świeżość. Polecam!
Składniki:
- 2 szklanki cukru
- 1 szklanka oleju
- 4 jajka, białka i żółtka osobno
- 3 szklanki mąki pszennej
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 łyżki przyprawy korzennej
- 1 łyżeczka cynamonu
- 1 łyżeczka kakao
- 2 szklanki marchewki startej na grubych oczkach (3-4 marchewki)
- 1 duże jabłko, obrane ze skórki i starte na tarce o grubych oczkach
- ok. 3/4 szklanki bakalii (orzechy, rodzynki, żurawina, kandyzowana skórka pomarańczowa)
- 3 łyżki chipsów czekoladowych lub posiekanej czekolady
Cukier zmiksować z żółtkami jaj i olejem. Dodać mąkę przesianą z przyprawami i proszkiem do pieczenia, całość utrzeć drewnianą łyżką. Dodać marchewkę, jabłko, bakalie i czekoladę, całość dokładnie wymieszać. Białka ubić na sztywną pianę, delikatnie wmieszać do ciasta.
Piec w temperaturze 180 stopni przez 40 minut.
Wystudzony piernik udekorować polewą czekoladową i gwiazdkami z marcepanu.
Piernik marchewkowy
- 2 szklanki cukru
- 1 szklanka oleju
- 4 jajka, białka i żółtka osobno
- 3 szklanki mąki pszennej
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 łyżki przyprawy korzennej
- 1 łyżeczka cynamonu
- 1 łyżeczka kakao
- 2 szklanki marchewki startej na grubych oczkach (3-4 marchewki)
- 1 duże jabłko, obrane ze skórki i starte na tarce o grubych oczkach
- ok. 3/4 szklanki bakalii (orzechy, rodzynki, żurawina, kandyzowana skórka pomarańczowa)
- 3 łyżki chipsów czekoladowych lub posiekanej czekolady
Cukier zmiksować z żółtkami jaj i olejem. Dodać mąkę przesianą z przyprawami i proszkiem do pieczenia, całość utrzeć drewnianą łyżką. Dodać marchewkę, jabłko, bakalie i czekoladę, całość dokładnie wymieszać. Białka ubić na sztywną pianę, delikatnie wmieszać do ciasta.
Piec w temperaturze 180 stopni przez 40 minut.
Wystudzony piernik udekorować polewą czekoladową i gwiazdkami z marcepanu.
Smacznego!
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Świąteczne pierniczki
W zeszłym roku robiłam pierniczki, lukrowałam, pakowałam w folię, przewiązywałam wstążeczką. Ciastka były z przepisu 'na szybko' robione jakieś dwa tygodnie przed świętami. Po upieczeniu były całkowicie niejadalne ;) dopiero kiedy odleżały swoje i trochę zmiękły, dało się je jeść. Właściwie to dopiero w tym roku były całkiem dobre.. ;)
Dlatego teraz postanowiłam zabrać się za to wcześniej. Jeszcze w listopadzie zagniotłam ciasto według tego przepisu. Za pieczenie i lukrowanie wzięłam się w pierwszy weekend grudnia. Ciastka wyszły tak dobre, że ciężko było się powstrzymać przed zjedzeniem wszystkich na raz. Nie myślałam, że świeżo upieczone pierniki mogą być tak miękkie i pyszne! Do tej pory pierniczki leżakują, a ja oczywiście nie znalazłam wcześniej czasu na wstawienie przepisu. Za to na przyszły rok będą jak znalazł :) Przepis cytuję w oryginale.
Pierniczki
- 1 kg mąki pszennej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka sody
- 4 jajka
- 2 szklanki cukru kryształu
- 250 g margaryny
- 125 g masła
- 200 g miodu sztucznego
- 200 g miodu naturalnego
- 2 czubate łyżki kakao
- 1 łyżeczka cynamonu
- 3 łyżki przyprawy do piernika
Tłuszcz, cukier, miód, kakbao,
cynamon i przyprawę do piernika umieszczamy w rondelku i doprowadzamy do
wrzenia. Zaraz po zagotowaniu zdejmujemy z ognia i zostawiamy do
ostygnięcia. Do zimnej masy dodajemy jajka, mąkę przesianą z proszkiem
do pieczenia i sodą i wyrabiamy ciasto. Ciasto może być klejące, ale w
czasie leżakowania mocno zgęstnieje. Ciasto przekładamy do miski,
owijamy szczelnie folią spożywczą i odstawiamy na 3 tygodnie (może być
dłużej).
Po leżakowaniu wałkujemy ciasto na
grubość 3-4 mm. Wykrawamy pierniczki. Krótko pieczemy w temperaturze 180
– 190 stopni. Pierniczki po upieczeniu są chrupiące i twarde.
Pierniczki dobrze zachowują kształt w czasie pieczenia. Upieczone
pierniczki dekorujemy i przekładamy do szczelnie zamykanych puszek.
Puszki nie wypełniamy po brzegi. Na wierzch, na pierniczki kładziemy
kawałek folii aluminiowej, a na folii umieszczamy kawałek skórki z
jabłka (ok. 10 cm.). Co kilka dni wymieniamy skórkę na świeżą, robimy to
do chwili gdy pierniczki będą bardzo miękkie. Wtedy możemy usunąć
skórkę, a pierniczki pozostając w szczelnie zamkniętych puszkach
utrzymają wilgoć i nie staną się twarde.
U mnie "krótko pieczemy" trwało jakieś 10-12 minut, a z podanych w przepisie proporcji wyszło caaałe mnóstwo przepysznych pierników.
Wesołych, spokojnych i smacznych Świąt! :)
sobota, 22 grudnia 2012
Ciasto czekoladowo - pomarańczowe
Ostatnio nie po drodze mi z blogiem. Często kiedy coś piekę, coś mi nie wychodzi, nie wygląda, albo znika zanim zdążę cyknąć porządne zdjęcie. (Albo chociaż jakiekolwiek..) Kilka rzeczy czeka na publikację, a mi brakuje słów, w których mogłabym to opisać. Nie chcę robić nic na siłę, stąd kilkumiesięczna cisza.. Czas nadrobić trochę zaległości.
Dzisiejsze ciasto piekłam już kilka razy i za każdym razem udawało się bez żadnych problemów. Teraz robiłam je na firmową wigilię i jak to zwykle bywa, kiedy nam zależy, ciasto wyszło.. bokiem. Z formy.
Ostatnim razem piekłam je dość dawno, więc może nie pamiętam dobrze, ale wydaje mi się, że ciasto nie rosło jakoś szczególnie, może pół centymetra. Tym razem zrobiłam z potrójnej porcji, w dwóch większych blachach i nie spodziewałam się żadnych wpadek. Ciężko mi stwierdzić, co było przyczyną.. w każdym razie, smakowało pysznie jak zawsze :)
Ciasto jest łatwe i szybkie w przygotowaniu. Czekoladowe, z mocno wyczuwalną nutą pomarańczy, wilgotne, długo zachowuje świeżość. Dla mnie to idealne ciasto na święta :) Przepis pochodzi stąd.
Dzisiejsze ciasto piekłam już kilka razy i za każdym razem udawało się bez żadnych problemów. Teraz robiłam je na firmową wigilię i jak to zwykle bywa, kiedy nam zależy, ciasto wyszło.. bokiem. Z formy.
Ostatnim razem piekłam je dość dawno, więc może nie pamiętam dobrze, ale wydaje mi się, że ciasto nie rosło jakoś szczególnie, może pół centymetra. Tym razem zrobiłam z potrójnej porcji, w dwóch większych blachach i nie spodziewałam się żadnych wpadek. Ciężko mi stwierdzić, co było przyczyną.. w każdym razie, smakowało pysznie jak zawsze :)
Ciasto jest łatwe i szybkie w przygotowaniu. Czekoladowe, z mocno wyczuwalną nutą pomarańczy, wilgotne, długo zachowuje świeżość. Dla mnie to idealne ciasto na święta :) Przepis pochodzi stąd.
Ciasto czekoladowo - pomarańczowe
Składniki:
- 150 g miękkiego masła
- 175 g brązowego cukru
- 2 łyżki miodu
- 150 g mąki pszennej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 100 gorzkiej czekolady
- 2 jajka
- sok i skórka starta z 1 pomarańczy
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Masło, miód i cukier utrzeć na puszystą masę. Stale miksując, dodać sok i skórkę z pomarańczy oraz po jednym jajku. Dodać rozpuszczoną czekoladę, wymieszać. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia, dodać do ciasta, dokładnie wymieszać. Przełożyć ciasto do keksówki (20 cm) wyłożonej papierem do pieczenia. Ciasto piec 45-60 minut w temperaturze 170 stopni. Ostudzić, ozdobić polewą czekoladową lub cukrem pudrem.
Smacznego!
niedziela, 9 września 2012
Najlepsze na świecie ciasto z gruszkami. I Versatile Blogger Award
Ciasto z gruszkami. Oprócz czasu poświęconego na gotowanie gruszek, banalne i szybkie w przygotowaniu. Ciasto, które mój Mąż uwielbiał od pierwszego kęsa i zapewne sięgałby po nie równie chętnie, nawet gdybym piekła je codziennie. Ciasto, które smakuje całej mojej rodzinie. Ciasto, którego zapach wypełnia cały dom, sprawiając, że pachnie.. domem. Ciasto, którym w sierpniu obdarowałam świadkową na drogę, gdyby zdążyła zgłodnieć w pociągu, owijając jeszcze ciepłe folią. (Potem dostałam komentarz, cytuję: Ożesz k****! Jakie to Twoje ciasto jest przeza*******! Zakochałam się w nim normalnie :D CUDOWNE! Podzielisz się przepisem? No więc się dzielę.) Ciasto, które wyszło mi jako pierwsze - pierwsze zrobione od początku samodzielnie, od A do Z, które w dodatku się u d a ł o . Niestamowite.
Jeśli ktoś jeszcze nie zna tego przepisu, serdecznie go polecam. Odsyłam do Liski po oryginał, ja zmiany wprowadziłam głownie z lenistwa i niechęci do czekania, tzn. gruszki powinno się gotować aż do wyparowania soku, a ja gotuję je tylko do miękkości, nadmiar soku odlewam, a reszta wsiąka w ciasto, przez co jest niesamowicie wilgotne nawet na trzeci dzień (o zakalcu, ile razy je piekłam, nigdy nie było mowy). Piekłam z brązowym cukrem i z białym, przy białym dodając ewentualnie dwie łyżki miodu do gruszek. Obie wersje są świetne, perfekcyjne.
Ciasto można, jak sugeruje Liska, podać z lodami albo sosem toffi. Ale uwierzcie mi, nie trzeba. Czasem zastanawiam się nawet, czy obsypanie go cukrem pudrem nie jest oby przesadą, bo samo w sobie jest doskonałe. Czy trzeba Was jeszcze zachęcać? :) Ah, podaję od razu proporcje na podwójną porcję ciasta (na dużą blachę, taką na cały piekarnik). Do mniejszej nawet nie ma co się zabierać, bo zanim zdążycie się oblizać, zostaną tylko okruszki...

Jeśli ktoś jeszcze nie zna tego przepisu, serdecznie go polecam. Odsyłam do Liski po oryginał, ja zmiany wprowadziłam głownie z lenistwa i niechęci do czekania, tzn. gruszki powinno się gotować aż do wyparowania soku, a ja gotuję je tylko do miękkości, nadmiar soku odlewam, a reszta wsiąka w ciasto, przez co jest niesamowicie wilgotne nawet na trzeci dzień (o zakalcu, ile razy je piekłam, nigdy nie było mowy). Piekłam z brązowym cukrem i z białym, przy białym dodając ewentualnie dwie łyżki miodu do gruszek. Obie wersje są świetne, perfekcyjne.
Ciasto można, jak sugeruje Liska, podać z lodami albo sosem toffi. Ale uwierzcie mi, nie trzeba. Czasem zastanawiam się nawet, czy obsypanie go cukrem pudrem nie jest oby przesadą, bo samo w sobie jest doskonałe. Czy trzeba Was jeszcze zachęcać? :) Ah, podaję od razu proporcje na podwójną porcję ciasta (na dużą blachę, taką na cały piekarnik). Do mniejszej nawet nie ma co się zabierać, bo zanim zdążycie się oblizać, zostaną tylko okruszki...
Ciasto z gruszkami
Składniki na gruszki:
- 1,5 kg gruszek*
- 6 łyżek cukru (brązowy lub zwykły)
- 80 g masła
- od 3/4 do całej łyżeczki cynamonu
- dwie łyżki miodu (opcjonalnie)
Gruszki obrać, pozbawić gniazd nasiennych i pokroić w niezbyt drobną kostkę. Wymieszać z cynamonem. W garnku rozpuścić masło z cukrem i miodem, dodać gruszki. Gotować, aż gruszki zmiękną. Zdjąć z ognia, odlać nadmiar soku (najlepiej przecedzić przez durszlak). Pozostawić do przestudzenia.
*Próbowałam też mieszać gruszki z jabłkami, z równie smacznym skutkiem.
Składniki na ciasto:
- 400 g miękkiego masła
- 400 g cukru (brązowy lub zwykły)
- 6 jajek
- 400 g mąki
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia
Masło utrzeć na puszystą masę, pod koniec dodając cukier. Stale miksując dodawać po jednym jajku. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia, wmieszać do ciasta. Dodać gruszki, wymieszać.
Ciasto przełożyć do blachy wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w temperaturze 190 stopni 40-60 minut (do suchego patyczka, moje ciasto piecze się zwykle około godziny).
Po wystudzeniu posypać cukrem pudrem.
Smacznego!
A w kwestiach mniej kulinarnych, czuję się zaszczycona nominacją do Versatile Blogger Award. (Olu - dziękuję!)
Zwykle denerwują mnie wszelkiego rodzaju łańcuszki i wystrzegam się tego typu zabaw, jednak ta jest wyjątkowo sympatyczna. Oczywiście, że można wyjątkowe blogi zachwalać w każdym możliwym momencie i nie potrzeba ku temu żadnej okazji, niemniej jednak zawsze jest to miłe :)
Oto zasady zabawy:
1. nominuj 15 blogów, które Twoim zdaniem zasługują na wyróżnienie
2. poinformuj o tym nominowanych
3. ujawnij 7 faktów o sobie
4. podziękuj blogerowi, dzięki któremu otrzymałeś nominację u niego na blogu
5. pokaż nagrodę Versatile Blogger Award u siebie na blogu
Więc tak. Wybranie 15 blogów z listy tych wszystkich Wspaniałych, złodziei mojego czasu.. trudne zadanie. Postaram się jednak zrobić to najlepiej jak potrafię. Nominuję:
..oraz wszystkich innych, dla których w tej piętnastce zabrakło miejsca. (Wybór zajął mi godzinę..)
7 faktów o mnie:
1. Kiedyś szczytem moich kulinarnych możliwości było zrobienie ciasta z paczki, a największą inwencją wykazywałam się dosypując bakalii do babeczek z pudełka. Potrafiłam nawet zepsuć ciasto, które ktoś zrobił, a ja miałam je tylko zalać tężejącą galaretką.. Jak widać tężejąca to pojęcie względne ;) pamiętam też, jak dzwoniłam do Babci, pytając, co się dodaje do mielonych!
2. Od dwóch lat jestem szczęśliwą mężatką :)
3. W tym roku zakończyłam edukację, która męczyła mnie strasznie przez ostatnie lata, pożerając czas i pieniądze ;) cały czas zastanawiam się, kto i po co wymyślił studia..
4. Na co dzień zajmuję się włosami i mam to szczęście, że kocham to co robię :)
5. Mam kotkę rasy mieszaniec, co to matka nie miała rui a ojciec był za młody żeby kryć. Jest złośliwą małpą, ale nic nie zastąpi mruczenia kota i ocierania się o nogi, kiedy tylko Cię zobaczy i musisz natychmiast rzucić wszystko, żeby się z nią przywitać.. ;) mamy też psa (pitbulteriera) i rybki, ale to już stadko małżonka.
6. Nie jestem rodzinna. Tzn. może i jestem, biorąc pod uwagę, że teraz moją najbliższą rodziną jest Mąż, a to wybrałam sobie sama. Wszelkie inne układy najlepsze są na odległość, dotyczy to także dzieci. Najbardziej kocham własne, nienarodzone.. ;) wiem, to okropne!
7. Marzę o wycieczce do Włoch, najlepiej tak przynajmniej na miesiąc, żeby zdążyć zwiedzić wszystkie ciekawe miejsca..
niedziela, 26 sierpnia 2012
Sałatka meksykańska
Kiedy zobaczyłam przepis na tą sałatkę, wiedziałam od razu, że będę musiała ją zrobić - w końcu warstwowa sałatka z kurczakiem smakuje genialnie, więc z mięsem mielonym.. dlaczego by nie? Skłamałabym mówiąc, że nie miałam wątpliwości przed jej zrobieniem, ale efekty naprawdę były fajne. Przede wszystkim, sałatka jest bardzo sycąca. Oczywiście jest też smaczna. A najlepsze jest w niej to, że jeśli coś Wam zostanie (jest bardzo sycąca..;)) to nie trzeba się przejmować, że wszystko przywiędło i wyląduje w koszu. Wtedy śmiało można wrzucić zawartość miski na patelnię i podać jako ciepłe danie z ryżem lub makaronem :) Polecam, będziecie tą sałatką miło zaskoczeni!
Sałatka meksykańska
Składniki:
- 1 sałata (u mnie karbowana i dałam jej tylko pół)
- 3-4 pomidory
- 300 g pieczarek (pominęłam)
- 500 g mięsa mielonego
- 1 cebula
- 3 łyżki koncentratu pomidorowego
- puszka czerwonej fasoli
- puszka kukurydzy (u mnie z powodzeniem zastąpiona groszkiem)
- 1 czerwona cebula
- 200 g żółtego sera, startego
- 500 ml gęstego jogurtu naturalnego
- 6 łyżek majonezu
- 1 paczka chipsów tortilla/nachos
- sól i pieprz
Cebulę (zwykłą) obrać i poszatkować, przysmażyć z mięsem mielonym. Doprawić solą i pieprzem, dodać koncentrat pomidorowy. Odstawić do ostudzenia.
Pieczarki oczyścić, pokroić w plastry, przysmażyć.
Sałatę umyć i osuszyć. Porwać na mniejsze kawałki i wyłożyć nią dno dużej miski (w przezroczystej sałatka będzie się najlepiej prezentować).
Pomidory pokroić w kostkę, wyłożyć na sałatę, przyprawić solą i pieprzem. Kolejno układać warstwy: mięsa, pieczarek, kukurydzy i fasoli. Czerwoną cebulę obrać, pokroić w cienkie plastry, ułożyć na wierzchu.
Przygotować sos: jogurt wymieszać z majonezem, doprawić do smaku solą i pieprzem. Wylać na sałatkę. Posypać tartym serem i połamanymi na mniejsze kawałki chipsami.
Smacznego! :)
sobota, 25 sierpnia 2012
Kulki serowe
A oto przekąska idealna. Idealna dla wielbicieli sera, oczywiście. Lekka, ale sycąca. Ostra i słodka jednocześnie, wszystko zależy od użytych serów i dodatków. U mnie w wersji na szybko, bez kruszenia migdałów (gdybym wcześniej doczytała przepis uważnie, kupiłabym mielone migdały i tyle..), bez dodatków (oliwek nie znoszę, suszonych pomidorów nie było pod ręką). I co? Mąż zdawał się wciągnąć połowę nosem, zanim jeszcze goście zdążyli usiąść do stołu.. ;) Pomyślcie tylko, jak muszą smakować
d o p r a c o w a n e ! :) przepis podpatrzyłam tutaj.
Kulki serowe (ok. 30 sztuk)
Składniki:
-300 g sera żółtego
- 75 g sera typu feta
- 100 g sera topionego śmietankowego
- 1 płaska łyżeczka przyprawy chilli
- 150 g migdałów w płatkach
Ser żółty zetrzeć na drobnych oczkach, wymieszać z pozostałymi serami.
Migdały pokruszyć (albo skorzystać z mielonych ;)) i wymieszać z chilli.
Z niewielkich porcji sera formować kulki, obtoczyć każdą w migdałowo-ostrej panierce. Odstawić do lodówki na 2-3 godziny.
Smacznego! :)
czwartek, 23 sierpnia 2012
Roladki szpinakowe z szynką
Tym razem coś dla wielbicieli szpinaku. I dla wielbicieli fingerfood :) Przepis pochodzi z magazynu Sól i Pieprz nr 3/12
Rolada szpinakowa faszerowana szynką
Składniki:
- 300 g młodych listków szpinaku
- 100 g mąki pszennej
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- 1 ząbek czosnku
- sól, biały pieprz
- 5 jajek, białka i żółtka osobno
- 4 prostokątne plastry szynki z indyka
Szpinak umyć, osuszyć i pokroić w paski. Czosnek rozgnieść, rozetrzeć z solą i pieprzem. Żółtka i czosnek wymieszać ze szpinakiem, przesiać obie mąki, wymieszać. Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, porcjami dodawać do szpinaku, całość dokładnie wymieszać. Ciasto wylać w naczyniu żaroodpornym (u mnie prostokątna forma do ciasta, wyłożona papierem do pieczenia). Zapiekać ok. 15 minut w temperaturze 160 stopni. Upieczone ciasto należy wyjąć z formy, rozłożyć na nim szynkę i zwinąć całość jak roladę. Zawinąć w ściereczkę i pozostawić do ostygnięcia. Następnie pokroić plastry grubości ok. 1,5 cm.
Jak widać na zdjęciu, masę na ciasto ciężko było dokładnie wymieszać ze szpinakiem.. ;)
Dobrym pomysłem byłoby dodanie do ciasta sera (tartego żółtego lub topionego) jeszcze przed pieczeniem, albo po upieczeniu zwinięcie rolady z szynką i serem.
Smacznego! :)
środa, 22 sierpnia 2012
Alkożelki
No dobrze, wspomniałam już o nich wcześniej, więc niech będą. Alkożelki, czyli pijane misie, robaki czy inne.. ;) No cóż. Powiem krótko, wywołują mieszane uczucia.
Według krążących w sieci przepisów powinny były się moczyć pięć dni, moje moczyły się tylko trzy, a mimo do dla sporej części testujących je osób jedynym sposobem na przełknięcie było.. połknięcie bez przegryzania ;)
Spróbujcie sami (a może już próbowaliście?), bo przygotowanie ich jest banalnie proste.
Trzeba wsypać żelki do słoika, zalać wódką trochę powyżej ich wysokości i wstawić do lodówki. Zawartość słoika codziennie trzeba przemieszać.
Ja korzystałam z dwóch rodzajów żelek, miśków znanej firmy i robaków jakiejś tańszej firmy krzak. Miśki juz po jednym dniu wypiły całą wódkę i musiałam jej dolać, do robaków nie dolewałam wcale.
Użyłam wódki o smaku cytrusowym, 30%.
A Wy co o tym myślicie? :)
piątek, 17 sierpnia 2012
Tort czekoladowy z białą truflą
No dobrze. Na torcie miałam zakończyć, jeśli chodzi o przepisy, które czekają na opublikowanie.. ale zwyczajnie nie mogę się doczekać, kiedy się nim pochwalę.. ;) z niewielu chyba rzeczy do tej pory byłam tak dumna.
I oczywiście, że masa była zbyt płynna, zamartwiałam się, że już nic z tego nie będzie. I oczywiście, że sporo osób stwierdziło, że za słodkie. I oczywiście, że nic a nic mnie to nie obchodzi ;) podobno tort z białą czekoladą był słodszy.
Mniejsza z tym. Naprawdę bardzo polecam Wam ten tort. A najlepsze jest w nim to, że jest jeszcze lepszy na drugi czy trzeci dzień, och, jeśli choć odrobina go Wam zostanie. Przepis z książeczki "Czekolada" (jest w obiegu, uzupełnię autora, jak wróci w moje ręce). Składniki na tortownicę 35-40 cm. Zdjęcia robione w biegu (jakkolwiek byśmy nie obliczyli czasu na przygotowania, zawsze i tak jest go za mało, prawda?) więc tym bardziej uważam, że całkiem nieźle się prezentuje :)
I oczywiście, że masa była zbyt płynna, zamartwiałam się, że już nic z tego nie będzie. I oczywiście, że sporo osób stwierdziło, że za słodkie. I oczywiście, że nic a nic mnie to nie obchodzi ;) podobno tort z białą czekoladą był słodszy.
Mniejsza z tym. Naprawdę bardzo polecam Wam ten tort. A najlepsze jest w nim to, że jest jeszcze lepszy na drugi czy trzeci dzień, och, jeśli choć odrobina go Wam zostanie. Przepis z książeczki "Czekolada" (jest w obiegu, uzupełnię autora, jak wróci w moje ręce). Składniki na tortownicę 35-40 cm. Zdjęcia robione w biegu (jakkolwiek byśmy nie obliczyli czasu na przygotowania, zawsze i tak jest go za mało, prawda?) więc tym bardziej uważam, że całkiem nieźle się prezentuje :)
Tort czekoladowy z białą truflą
Ciasto czekoladowe:
Składniki:
- 150 g masła, miękkiego
- 150 g cukru
- 4 jajka, rozkłócone
- 150 g mąki pszennej
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 50 g kakao
- 100 g mielonych migdałów
Wykonanie:
Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Stopniowo dolewać jajka, cały czas miksując. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i kakao, ostrożnie wmieszać do ciasta. Dodać mielone migdały, wymieszać.
Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, wylać ciasto. Piec 20-25 minut w temperaturze 180 stopni. Ostudzić.
Masa truflowa:
Składniki:
- 600 ml kremówki
- 700 g białej czekolady
- 500 g serka typu ricotta
Wykonanie:
Śmietankę zagotować, zdjąć z ognia. Dodać połamaną na kostki czekoladę, rozpuścić i wystudzić. Zimną masę wymieszać z serkiem. Wylać na ciasto, wstawić do lodówki na minumim 2 godziny.
Ciasto dowolnie udekorować. U mnie bita śmietana, perełki, maliny, waflowe rurki i paczka maltesers'ów.
Obłędne połączenie.
Smacznego!
czwartek, 16 sierpnia 2012
Niby-nóżki
Kolejny pomysł na efektowną przystawkę, podpatrzony tu. (Polecam zajrzeć, znajdziecie tam wiele ciekawych pomysłów :))
Przygotowanie nie trwa długo, a efekty są więcej niż zadowalające :) możecie jak w oryginale użyć wydmuszek, albo tak jak ja-silikonowych foremek w różnych kształtach. Można pójść jeszcze o krok dalej i zrobić galaretkę w foremkach do czekoladek, jako typowe fingerfood.
Polecam! Podaję proporcję na ok. 20 muffinkowych foremek.
Niby-nóżki
Składniki:*
- kilka dużych plastrów szynki
- dwie marchewki
- pietruszka
- dwa jajka ugotowane na twardo
- pół puszki groszku konserwowego
- opakowanie żelatyny (takie na 2,5 litra wody - można dodać mniej; ja wolałam mieć pewność, że nóżki będą zwarte.
- kostka rosołowa
- litr wody
- sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie (wg. uznania)
Marchewki i pietruszkę obrać, umyć, zalać wodą, przyprawić i ugotować do miękkości. W tym czasie posiekać natkę, szynkę pokroić w kostkę, jajka obrać i pokroić. Marchewkę pokroić w kostkę, pietruszkę zetrzeć na tarce o drobnych oczkach. Ułożyć w foremkach: natka, szynka, jajko, groszek, pietruszka, marchewka. Do bulionu pozostałego z gotowania warzyw dodać żelatynę, wymieszać, rozlać do foremek. Przestudzić, wstawić do lodówki aż stężeje. Następnie ostrożnie wyjąć galaretkę z foremek.
*oczywiście możecie użyć każdych innych, ulubionych składników i na pewno wyjdzie świetnie. Możecie również przygotować klasyczne nóżki (jeśli Wam się chce.. ;)) i podać je w niecodziennej formie.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





