Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdżówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdżówki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lutego 2013

Skoleboller - norweskie bułeczki

Myślałam o Tobie. O tym, że kiedy byłeś dzieckiem, prawdopodobnie nikt nie dbał o to, żebyś mógł na drugie śniadanie zjeść świeżą drożdżówkę, o domowych kanapkach nie wspominając. Nawet nie wiem na pewno, czy codziennie czekał na Ciebie ciepły obiad.. 
Zawsze było mi żal koleżanek, z którymi się dzieliłam kanapkami zrobionymi przez mamę. Ciebie też było mi żal...
I co? I powiedziałeś, że gdybym robiła je z myślą o Tobie, to nigdy nie wybrałabym drożdżowego ciasta, którego nie cierpisz.
Jak mało ludzie wiedzą o sobie po dziesięciu latach...


Zapraszam Was na wyjątkowe, przepyszne, pachnące kardamonem norweskie bułeczki szkolne. Przepis stąd, zmniejszyłam tylko ilość kardamonu w cieście (a i tak był mocno wyczuwalny). Budyń, chyba najlepszy jaki jadłam.. od razu mówię, zróbcie go więcej! Nawet wiórki kokosowe, których nie lubię, do tych bułeczek pasują jak ulał. Gorąco polecam! 

Skoleboller - norweskie bułeczki budyniowo-kokosowe (16 sztuk)

Składniki na ciasto:
- 325 ml pełnego mleka
- 50 g masła, roztopionego
- 500 g mąki pszennej
- 75 g drobnego cukru
- 1,5 łyżeczki mielonego kardamonu (ja dałam 1)
- 1/2 łyżeczki soli
- 7 g drożdży suchych

- 1 jajko, roztrzepane

Mleko lekko podgrzać w garnku. Do letniego mleka dodać masło, cukier i jajko, wymieszać. 
Mąkę wymieszać z drożdżami, dodać sól i kardamon. Wlać mleko. Wyrobić miękkie i elastyczne ciasto (jeśli będzie potrzeba, można dodać max. 3 łyżki mąki). Z ciasta uformować kulę, włożyć do miski oprószonej mąką, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce, aż podwoi objętość (ok. 1,5 godziny). W tym czasie przygotować budyń.


Składniki na budyń:
- 4 żółtka 
- 40 g mąki ziemniaczanej
- 500 ml pełnego mleka
- 75 g drobnego cukru 
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

400 ml mleka zagotować z połową cukru. Żółtka utrzeć w misce z pozostałym cukrem na jasną, puszystą masę. Dodać mąkę i pozostałe 100 ml mleka, zmiksować. Dodać do zagotowanego mleko, ciągle mieszając, chwilę gotować, aż krem zgęstnieje. Po minucie zdjąć z ognia, dodać ekstrakt waniliowy, wymieszać. Przykryć szczelnie folią spożywczą (ma dotykać kremu). Ostudzić, wstawić do lodówki.

Gdy ciasto wyrośnie, należy je podzielić na 16 równych części. Uformować bułeczki, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując odstępy między nimi. Przykryć ściereczką, zostawić w ciepłym miejscu do podwojenia objętości. Następnie dnem szklanki w każdej bułeczce zrobić wgłębienie, przyciskając szklankę mocno, aby w tym miejscu została tylko cienka warstwa ciasta. Zagłębienia wypełnić budyniem - przed nakładaniem nie należy go mieszać, bo może pojawić się problem z konsystencją.
Bułeczki piec ok. 15 minut w temperaturze 190 stopni. 

Składniki na lukier:
- 1,5 szklanki cukru pudru
- 2 łyżki gorącej wody
- wiórki kokosowe

Cukier puder rozetrzeć z wodą, polukrować bułeczki i posypać wiórkami.


Smacznego!

czwartek, 26 lipca 2012

Moje pierwsze drożdzówki


Dawno mnie tutaj nie było. To był dość gorący okres, kiedy właściwie nie bardzo miałam kiedy wejść do kuchni. W tym czasie obroniłam dyplom na studiach, zmiennik w pracy poszedł na urlop, więc ciągnęłam dwutygodniowy maraton od rana do wieczora. 
Doba jest czasem za krótka. 
Kiedy znajdziemy chwilę, chodzimy z mężem na grzyby, oko pracuje, umysł się wycisza. Kurki chowają się w mchu, udając, że ich tam nie ma. Wszystko żyje swoim naturalnym rytmem.
W końcu dzień wolny. 


Myślałam o jagodziankach, od razu miałam przed oczami takie z serem. Znalazłam idealny przepis u Doroty.
Zacznijmy od tego, że nigdzie nie mogłam dostać jagód. Nie znam się na tym, kiedy jest na co sezon, ale wydawało mi się, że teraz powinny być.. Trudno. W trzecim z rzędu sklepie kupiłam borówki.


Nienawidziłam tego przepisu, zanim jeszcze skończyłam wyrabiać ciasto. Było tak twarde, że bolały mnie palce, choć jednocześnie cały czas kleiło się do rąk. Zrobiłam od razu z podwójnej porcji, a jak, w końcu te jagodzianki chodziły za mną już od paru dni. Teraz jednak klęłam pod nosem i zastanawiałam się, czy nie wyrzucić wszystkiego w cholerę i dać sobie spokój.. Dodałam już o połowę więcej mąki, niż kazano w przepisie, a ciągle miałam wrażenie, że mogę spokojnie dosypać jeszcze z kilogram. Z drugiej strony momentami ciasto nie chciało się już łączyć samo ze sobą, a jednak dalej kleiło się do wszystkiego wkoło. Czułam, że te drożdzówki będą kompletną porażką. W końcu ciasto zaczęło odstawać od miski. Podsypałam jeszcze odrobinę mąki i uklepałam coś, co nawet zdawało się przypominać kulę. Przykryłam ścierką i odstawiłam w kąt. Będzie, co ma być.


Minęło półtorej godziny. Ciasto urosło może o 1/4, straciłam nadzieję, że ruszy bardziej. Szkoda mi było go zmarnować, zaczęłam więc robić te nieszczęsne bułki. Wolałam nie ryzykować wałkowania ciasta. Odrywałam jego niewielkie porcje i rozpłaszczałam w dłoni. Miałam nadzieję, że po upchnięciu nadzienia uda się je jakoś zlepić.

I wtedy przestałam przeklinać to ciasto. Bułeczki lepiło się idealnie, wystarczyło rozłożyć nadzienie na środku, zlepić brzegi, posmarować jajkiem i ułożyć na zlepieniu. Potem posmarować jajkiem jeszcze z wierzchu i posypać dużą ilością kruszonki. 
A potem mnie poniosło. I ponieważ ciasta było dużo, zrobiłam nie tylko jagodzianki, ale też drożdżówki z czekoladą i porzeczkami, z serem i wiśniową konfiturą.. 
Kiedy wyciągałam z piekarnika pierwszą porcję i niepewnie macałam bułki, wiedziałam już, że będzie dobrze. I że jeszcze wrócę do tego przepisu. Choć nie wiem, czy będę umiała odtworzyć proporcje :) 


W związku z tym, że ciasto ostatecznie robione było na oko, po proporcje i przepis odsyłam do oryginału. Ja robiłam ciasto na świeżych drożdżach (tu znajdziecie bardzo dobrze opisane porady jak zrobić rozczyn). 
Choć podwoiłam ilość składników na ciasto, masy serowej wystarczyło na wszystkie bułki, więc można spokojnie przygotować jej mniej. Z podwójnej porcji wyszło mi 28 drożdżówek.Wszystkie były pyszne, na drugi dzień też :)



"Kiedy zmywasz naczynia, módl się. 
Dziękuj za to, że masz naczynia, które możesz pozmywać, bo to oznacza, 
że mogłaś podać na stół jedzenie, że kogoś nakarmiłaś, że się kimś troskliwie zajęłaś, 
ugotowałaś mu posiłek, nakryłaś do stołu. 
Pomyśl o milionach ludzi, którzy właśnie w tej chwili nie mają czego zmywać, 
ani czym nakarmić." 
[Paulo Coelho, "Czarownica z Portobello"]